niedziela, 21 czerwca 2009

Ostatnie dni :)

W końcu udało mi się dodać zdjęcia do galerii... Przepraszam, że zajęło mi to sporo czasu, ale chyba już wiem co było problemem :) Niestety straciłam trochę zdjęć z moich urodzin, ale w dalszym ciągu jest ich bardzo dużo - zdjęcia robili moi znajomi.

Moja 18stka:


Ostatni dzień szkoły i Senior Sunset:


Graduation:


Senior Trip:


To na razie tyle :)
Co robię podczas moich ostatnich dni w Sparks?
Chciałabym powiedzieć, że byłam cały czas bardzo zajęta i miałam ręce pełne roboty, bo moi przyjaciele nie dawali mi spokoju, ale niestety tak nie było ;) Trochę się ponudziłam. Jeśli mogę wam coś poradzić - nie zostawajcie zbyt długo po zakończeniu szkoły, zwłaszcza jeśli byliście seniorami... Wszyscy moi znajomi skończyli liceum, skończyli szkołę - idą do collegu, układają sobie nowe życia, często starają się odciąć od przeszłości. To jeden z powodów dla których nikt nie ma czasu. Innym powodem jest praca - większość z nich pracuje, zarabia na studia, a właśnie podczas wakacji praca zajmuje im najwięcej czasu.

W Reno odbywa się teraz rodeo i w związku z tym organizowany jest tutaj jedyny w kraju 'cattle drive' - czyli 'eskortowanie' byków w starym stylu - na koniach :) To było naprawdę ciekawe oglądać to wszystko na ulicy ;)



Ostatni tydzień trochę się ponudziłam, ale nie trwało to zbyt długo, bo zawsze znajdzie się coś do roboty! W piątek pani Hardesty zaprosiła mnie na basen do domu jej mamy, który znajduje się tuż obok jej domu. Miałam zabrać ze sobą Jenny, ale niestety się rozchorowała i poszłam sama :) Na basenie były wnuki pani Hardesty, więc było wesoło; potem ona zaproponowała, żebym wybrała się z nimi do kina zobaczyć film "Up" w 3D, a potem coś zjeść, więc się z nimi wybrałam.
Po tym miałam spotkać się z Sam Posey, więc pojechałyśmy do jej domu, trochę porozmawiałyśmy z ludźmi na myspace i ostatecznie zasnęłyśmy oglądając Piratów z Karaibów :)

Następnego dnia rano, czyli wczoraj, do Sam zadzwoniła pani Hardesty - chciała mi pokazać trochę miasta, to czego jeszcze nie widziałam - ja niestety nie mam telefonu, ale zostawiłam telefon Sam moim hostom :)
Więc jakoś udało nam się wywlec z łóżka - to była 9:30 ;) I Sam zabrała mnie do domu, a potem pani Hardesty po mnie przyjechała.

Pojechałyśmy do baaaaardzo ekskluzywnego osiedla zamkniętego z kilku-, kilkunastomilionowymi villami - Montreux (http://www.montreuxgolf.com/). Normalnie nie można się tam dostać, ale był to 'dzień otwarty', można było obejrzeć domy modelowe, ale musiałeś mieć zaproszenie - a dostaje je niebyle kto ;) Przypominam, że mąż pani Hardesty jest głównym sędzią Sądu Najwyższego Nevady...
Zwiedziłyśmy 3 domy - były przepiękne! Potem zjadłyśmy tam lunch, który nic nas nie kosztował :) Oczywiście wszystko na najwyższym poziomie ;)



Potem pojechałyśmy jeszcze w kilka miejsc, pooglądać różne części miasta i wróciłam do domu po 15. Potem zadzwoniłam do Sam Lilla i potem się spotkałyśmy, żeby coś porobić i pogadać :) Do domu wróciłam po północy, a dziś musiałam wstać w miarę wcześnie, bo jechaliśmy nad jezioro - Boca.

Wyjechaliśmy ok. 10, ale gdy dotarliśmy na miejsce było naprawdę zimno! Wiał wiatr i nikt się nie bawił dobrze, więc posiedzieliśmy tam może jakieś pół godziny i wróciliśmy do domu. Boca jest ok. 45 minut drogi od Sparks.

Gdy wróciliśmy ja, Jessica, Tanea, Kane i Tayliese poszliśmy na basen, więc odbiliśmy sobie za jezioro ;)
Dziś jest dzień ojca w Stanach, więc mamy specjalny obiad :)

Został mi już właściwie tylko jeden pełny tydzień w Sparks! Nie mogę się doczekać :) Wylatuję 1 lipca. Będę was informować na bieżąco, prawdopodobnie swoją podróż będę opisywać na bieżąco na ipodzie :)
Pozdrawiam!

***

Zapomniałabym o pytaniach... ;)

czemu twoja rodzina nie przepadała za sandra??
Hmm, ciężko to wytłumaczyć. Po pierwsze musiałbyś znać Sandrę :) Ona po prostu potrzebuje rodziców, często o wszystkim zapomina, czasem wydawało się, że w ogóle nie myśli... Dużo było tych powodów. Po prostu się nie lubili.

mozesz napisac ile mniej wiecej kosztowal Cie taki wyjazd? :)
Wszystko razem? Więcej niż myślałam... 4 tysiące dolarów opłaty dla organizacji, potem bilet - ponad 2 tys. i na 250$ miesięcznie (co najmniej...). Pieniądze były głównym powodem mojej frustracji, bo źle się czułam wyciągając wszystko od rodziców, ale nie możesz mieć tutaj pracy jako studentka z wymiany... :)

takie troche banalne pytanie ale oni wymiawiają np. didn't czy did not??
To zależy od kontekstu. Jeśli chcesz podkreślić, że czegoś nie zrobiłaś używasz 'I did not', ale zwykle w mowie potocznej używane jest 'didn't'.

z którego biura jest możliwość wyboru stanu?
Na to pytanie już ktoś odpowiedział w komentarzu ;) "W Almaturze na pewno z CIEE czy jakoś tak, w więkości biur można wybrać stan za dodatkową kwotę".
Dokładnie - w większości biur możesz wybrać stan, ale to nie zależy od biura, ale od organizacji amerykańskiej - jeśli chodzi o United Studies, mojej organizacji, powiedziano mi, że nie ma takiej możliwości - nawet się cieszę, bo wydałam nie wydałam na to ok. 300$. Z wyborem stanu jest taka sprawa, że host rodzinę jest ciężko znaleźć i bez wyboru stanu. Niestety sytuacja ekonomiczna w Stanach postawiła wielu ludzi w trudnej sytuacji finansowej i po prostu ich nie stać na utrzymanie kolejnej osoby. Wiem, że łatwo mi mówić, bo trafiłam za zachodnie wybrzeże, a nie gdzieś do centrum Stanów ;)
Wydaje mi się, że wybieranie stanów może kosztować dużo nerwów, bo zajmuje to zdecydowanie więcej czasu i czasem znalezienie rodziny w wybranym stanie jest niemożliwe - wtedy tracisz swoje pieniądze.

Oraz pytania do poprzedniej notki:

A gdzie za granicą zamierzasz studiować? W Stanach?
Jeśli chodzi o studia na zastanowienie się mam jeszcze trochę czasu, ale jak na razie planuję wyjechać do Londynu. A dlaczego? Ponieważ wyjdzie i taniej, i bliżej. Studia w Stanach dla studentów międzynarodowych to koszt ok. 20-30 tys. dolarów rocznie - nie wliczając kosztów utrzymania, a na wizie studenckiej pracować możesz tylko na campusie...
Najchętniej wybrałabym się na studia do NYC, ale na dzień dzisiejszy nie wygrałam w totolotka, więc pozostaje Londyn ;)

AA powidz jak twoja host rodzinka odosi sie do twojego powrotu do domu. :D Cieszą się, smutno im ?
Szczerze powiedziawszy, chyba ich to mało obchodzi ;) Wątpię, że będzie im smutno, ale też nie wydaje mi się, że będą się tak bardzo cieszyć, hehe - przynajmniej mam taką nadzieję.


4 komentarze:

Anonimowy pisze...

troche dziwna masz ta host rodzine 2 slowami zero ciepla tak mi sie wydaje z tego co piszesz
bardzo fajnyy bloggg pisz pisz bo fajnie sie czyta :)
kamkaa

Ania pisze...

A mi sie wydaje, ze nie kazdy czlowiek jest tak cieply, zycie przeciez to nie film gdzie wszyscy kochaja sie bez granic. No i przede wszystkim nie kazdy przyjalby do siebie obca osobe. Prawde mowiac nawet ja bym raczej tego nie zrobila ;P
Maja, bardzo ciesze sie, ze prowadzisz tego bloga i prowadz, prosze po powrocie :) Piszesz naprawde barwnie, inteligentnie ;p i nie koloryzujesz tak zycia w stanach - to przeciez nie Gossip Girl czy Seks w wielkim miescie ;)
W ogole z ta nuda w wakacje to czeste zjawisko. Najpierw wszyscy narzekaja na szkole, a gdy przychodzi co do czego to sie rozjezdzaja i przez pare miesiecy marudza, ze umieraja z nudow. Wyobrazam sobie, ze na studiach jest jeszcze gorzej ;) Ale przynajmniej nie bedziesz az tak tesknic i rozpaczac z powodu wyjazdu.
Rzeczywiscie, studia w Stanach naprawde drogie, ale mysle, ze Londyn nie jest taki zly. No a przynajmniej mozna poczuc powiew historii i szukac pana Darcy'ego :P

Anonimowy pisze...

hej, chcialabym sie dowiedziec co trzeba zrobić, aby móc pojechać na taką wymianę :)

Karolina pisze...

a co z New Jersey ? wybierasz sie tam czy jednak wracasz od razu do Polski ?

fajny blog, przyjemnie sie czyta ;)