czwartek, 24 lipca 2008

Wiza + zmiany u host family...

Obiecałam, że opiszę, jak to było z moją wizą, jak już ją dostanę. Wizę już mam, tylko jeszcze nie fizycznie :) Poczekam do 5 dni roboczych.
No, ale zacznijmy od początku.
Byłam umówiona 24 lipca, czyli dziś, na godzinę 8. Wysiadłam z samochodu pod samą ambasadą, od razu zaczepił mnie pan i pokierował po wejścia (po sprawdzeniu, czy mam wszystkie papierki) z instrukcją - z paszportem, wyłączonym telefonem i inną elektroniką w ręku. Super. Najpierw Pan od ambasady nie chciał mnie wpuścić, bo powiedział, że mój ojciec musi przestawić samochodów i dopiero wtedy mnie wpuści. Nie pytajcie... Niesympatyczny pan, ale cóż. Weszłam do tego czegoś, co nazwali ambasadą (trochę inaczej sobie to wyobrażałam), oddałam telefon, dostałam numerek i przeszłam przez bramkę.
Pokierowali mnie do kolejnego pomieszczenia. Oczywiście nie poradziłam sobie z drzwiami, hehehe, i pomógł mi jakiś gość >> Szczerze to byłam chyba delikatnie oszołomiona :P Sama nie wiem.
W pomieszczeniu, do którego nie dałam rady otworzyć drzwi, pan zapytał, jaki typ wizy - "J-1" i pokierował do pani, która sprawdziła, czy mam wszystkie dokumenty. Miałam.
I "za drzwiami i schodami w dół". Stanęłam w kolejce, która była krótka. Zastanawiałam się po, co ci wszyscy ludzie siedzą - tak, tak, nie do końca wiedziałam, co robię ;D
"Proszę do okienka nr 7", więc poszłam. Pan urzędnik. Podałam dokumenty - pomazali, powbijali wszywki, a ja tak o nie dbałam, hehe. Oddałam odciski i dostałam numerek - 73, a na tablicy dopiero 32...
Poczekałam i o dziwo nie trwało to aż tak długo - oczywiście drobnych do automatu z colą nie miałam :P
Trafiłam na miłą panią konsul. Zaczęła rozmowę po polsku, ale gdy zobaczyła, że jestem exchange student, przestawiła się na angielski, zadała 2-3 pytania: 'czy wiesz gdzie jedziesz', itd. i pogratulowała wizy, życząc miłego pobytu. Rozmowa trwała nie więcej niż 2 minuty.
Teraz poczekam na wizę do 5 dni roboczych :)

***

No, a teraz zmiany u host family. Nie wiem, co się stało, ale wyszło na to, że z moją host family zamieszkał ich 2-letni wnuk. I co z tego wynika? ;) A to, że własnego pokoju mieć nie będę. Będę go dzielić z Jessicą.
Ale Sandra będzie miała własny.

I właśnie dlatego, jest teraz pomysł, abym ja pierwsze 5 miesięcy mieszkała z Jess, a drugie 5 Sandra.

Nie wiem, jakoś mnie to trafiło. Poczułam się trochę wykopana z pokoju, a Sandra pozostała w swoim, co sprawiło, że poczułam się jeszcze gorzej. Dopiero później wyszedł ten pomysł z podzieleniem się pokojem.

Nie zrozumcie mnie źle - ja jestem im za wszystko wdzięczna, tylko nie potrafię udawać, że wcale mnie to nie dotknęło i, że wszystko jest super. :)

I napiszę tylko jedno - wiedziałam, że nie może być idealnie.


1 komentarze:

krzywy pisze...

tez bym sie poczul troche... no nie wiem, oszukany? W kazdym razie na pewno nie przyjemnie. No, ale ty przynajmniej masz jakikolwiek kontakt z host family, mi moja ciagle nie dala znaku zycia xP