wtorek, 1 września 2009

1 września 2009r.

Dzisiaj jest 1 września 2009r.

Moja przygoda ze Stanami wydaje się w odległej przeszłości, mimo iż w Polsce jestem dopiero od jakiegoś miesiąca. Podczas tego miesiąca próbowałam się przyzwyczaić do Polski i braku zmian, musiałam się pogodzić z faktem, że zmieniłam się głównie ja. Zmieniły mnie rzeczy, które widziałam, poznałam, przeżyłam...

Dzisiaj jest mi jakoś ciężko, ale przecież nikt nie mówił, że kiedykolwiek będzie łatwo... W tym momencie zapewne powinnam być na rozpoczęciu roku szkolnego, ale tak naprawdę nie mam jeszcze szkoły. I nie zadawajcie mi na ten temat pytań, bo i tak wam nie udzielę odpowiedzi.
Tak - zamierzam dokończyć naukę i uzyskać średnie wykształcenie; nie - nie rzucam szkoły. Tak - to, z jakich powodów nie mam jeszcze szkoły jest sprawą prywatną; nie - na pewno wam nie będę nic tymczasowo tłumaczyć, chociaż byście pisali do mnie na maila, gg albo gdziekolwiek indziej.
Dlaczego to piszę i od razu się bronię? Bo wiem, że znajdą się ludzie, którzy po prostu nie dadzą temu spokoju, nawet po tym co napisałam.

I jako, że już was powiadomiłam, iż na pewno wracam do szkoły, to powiem, że wracać mi się nie chce. Chyba nikt tak naprawdę tego nie chce. Życie odbywa się głównie w weekendy, bo normalnie nauczyciele w ciągu tygodnia nie dadzą ci żyć.
Na pewno będę tęskniła za stałym i prostym planem zajęć - 7:45 do 14:30. Wtedy można nawet po szkole pracować...

Dzisiaj, jestem na nogach od 5:50. O tej godzinie wyjeżdżał mój brat, tym razem do Chin...
Po jego wyjeździe nie mogłam zasnąć i zaczęłam sprzątać...

Ogółem życie dziś, i zresztą wczoraj również, wydaje się takie szare, zbyt ulotne i pozbawione sensu.
Być może fotografia jakoś odciągnie mnie od tej melancholii.

Brakuje mi trochę moich przyjaciół ze Stanów.

Co do komentarzy:
"wiem, że to głupie, ale przeczytałam dzisiaj dokładnie całe twoje archiwum i czuję się jakbym sama przeżyła jakąś przygodę ;). kurcze dziewczyno zazdroszcze :). u mnie przedewszystkim język i cena jest barierą. Co do języka to niby umiem na poziomie wyższym niż w szkole uczyli [testy gimnazjalne z ang. 48/50pkt] ale wiem, że nie poradziłabym sobie. nie ma mowy. niestety. a pozatym pieniądze!. powiem, że żyje 'powyżej przeciętnej' byłam m.in. w Londynie, czy Paryżu, ale i tak nie miałabym czelności zaproponować rodzicą 'wymiany'. 20tys PLN? oj. to chyba dużo za dużo. :(. stany są od zawsze moim marzeniem. ale niestety, spełnie je dopiero jak będę dorosła. sorry, że tak się o sobie rozpisałam, ale chciałam się wyżalić i powiedzieć, że masz naprawdę wielkie szczęście, że Ci się udało ;). Życzę wszystkiego najlepszego w życiu, oraz studiowania w US ;). Może kiedyś spotkamy się w NYC ;). pozdrawiam :*"
Moim zdaniem decyzję o tym, czy twoich rodziców na to stać i czy byliby w stanie za wszystko zapłacić pozostawiłabym im :) Podejrzewam, że na sam Londyn poszło ok. 5 tys. zł, Paryż zapewne również coś koło tego. Najpierw porozmawiaj z rodzicami, a później się martw. Oczywiście nie musisz przecież skakać ze szczęścia, że tak bardzo bardzo bardzo chcesz pojechać. Usiądź razem z nimi, powiedz, że chciałabyś się zorientować, czy coś takiego byłoby w ogóle możliwe, przestaw im argumenty za i przeciw... Moim zdaniem tak to powinno działać. Wcale nie musisz ich przekonywać, ale zawsze warto o tym porozmawiać.

"No fajnie,odzywaj sie częściej!:)
A na tych fotkach z maxmodels to Cie nie poznałam! :)
Gdzie bylas na sesji?i w ogole jak to sie stalo?:)Pozdrawiam serdecznie!:)"

Eech, oczywiście, że na zdjęciach mnie nie poznałaś, ponieważ to nie ja. Jestem fotografem i to ja zorganizowałam tą sesję...

"Mysle, ze wszystko zalezy od miasta.
Ja np. kocham Krakow i nie zamienilabym go na jakas malutka miejscowosc w stanach, w ktorej nic nie ma i w ktorej panuje ignorancja Amerykanow. Kocham Krakow, ktory stanal w miejscu, ale wciaz mimo wszystko jest inteligencki i nastrojowy, wszedzie sa slady barwnej historii =)"

Całkowicie się z tobą zgadzam! Masz naprawdę szczęście, że mieszkasz w Krakowie :) Byłam tam raz i zakochałam się w tym mieście! Za to Białystok szybko się rozwija, aż samą mnie to teraz zaskakuje. Powierzchowne zmiany nie są tak bardzo widoczne na pierwszy rzut oka... :)

I od razu mi lepiej. Jednak pisanie bloga jakoś oczyszcza...
Dam znać, kiedy w końcu pójdę do szkoły, hehe.
A teraz na siłownię.
Pozdrawiam, komentujcie, piszcie - chętnie odpowiem na pytania.


2 komentarze:

Ania pisze...

Skomentuje bez ladu i skladu, jakby w punktach, ale bez punktow :P
Ciesz sie, ze nie bylas na rozpoczeciu.
Widok uczniow idacych do szkoly w galowych strojach badz mundurkach, nie nalezy do najsympatyczniejszych.
Wszystko bedzie dobrze, wierze w Ciebie ;)
Kolejna osoba, ktora chodzi na silownie, to chyba moje przeznaczenie :)
Widze, ze cala rodzina podrozuje, niedaleko pada jablko od jabloni :)
Zawsze po powrocie kiedy wraca sie do starego rytmu, wyjazd wydaje sie byc odlegly i troche nierealny.
Zdjecia masz piekne i jestes bardzo interesujaca osoba :)
Powodzenia, trzymaj sie :)

Esme pisze...

to pocieszajace ze B-stok sie rozwija, ale sie dostrzegalo jeszcze przed twoim wyjazdem. szkoda tylko ze my, ludzie nie zmieniamy sie tak jak miasto. masz starbucksa gdzies w poblizu? pozdrowienia:*