sobota, 1 sierpnia 2009

Piątego dnia...

W Polsce jestem juz piaty dzien. Dziekuje za wszystkie komentarze - zarowno pozytywne, jak i negatywne. Zdaje sobie sprawe, ze jestem maruda, ale musicie zrozumiec, ze wymiana oddzialowuje w jakis sposob na psychike. Myslalam, ze wszystko jest takie latwe i proste, ze wroce do Polski i bede od razu szczesliwa, bo tu jest rodzina, tu jest moj dom, znajomi i moje stare zycie. Niestety prawda jest taka, ze wszystko jest o wiele bardziej skomplikowane. Po wyjezdzie do Stanow nastepuje zderzenie z rzeczywistoscia - nie zobacze tego wszystkiego na tak dlugo, ale nasilalo sie to w trudniejszych momentach, kiedy bylo ciezej lub kiedy cos sie stalo. Potem odzwyczajasz sie od tego wszystkiego i mimo, ze tesknisz stajesz sie naprawde niezalezny i juz tak bardzo nie potrzebujesz wszystkiego, co bylo ci znane od urodzenia. Pod koniec wyjazdu cieszysz sie, ze mimo wszystko wracasz, ale nie zdajesz sobie sprawy, ze to powrot na zawsze i wydaje ci sie, ze zaraz czeka cie kolejna przygoda, ale niestety nie jest tak jak myslisz, bo miejsce w twojej glowie bylo wyidealizowane. Tak przynajmniej bylo ze mna. Przezylam szok, to bylo zderzenie z rzeczywistoscia - czulam sie beznadziejnie i od razu chcialam sie stad wydostac - moich znajomych nie bylo w miescie, ja nie moglam spac do 4 nad ranem, bylam na okraglo zmeczona, polskie liceum bylo nieuchronne, ludzie w sklepach niemili, nikt sie nie usmiechal... Wszystko to mnie przerazilo.

Na szczescie dzis, piatego dnia, czuje sie o wiele lepiej. Odzyskalam sily, znow czuje, ze moge duzo zrobic. To uczucie nie jest jeszcze w pelni, ale wiem, ze od tego momentu bedzie lepiej. A wszystko to dzieki mojej pasji - fotografii. Dzis asystowalam w sesji zdjeciowej w Bialymstoku i zapomnialam juz jakie to miasto jest niesamowite - ile ma ciekawych i swietnych miejsc, ktorych jeszcze nie widzialam. Zapomnialam tez, ze sa tutaj tez ludzie, ktorzy robia cos innego, cos o wiele lepszego niz mozna sie spodziewac po polskich realiach... I tacy ludzie sa inspirujacy. Kocham fotografie i kocham Bialystok, tylko musze odkryc to miasto na nowo. Polska jest inna, to tez w niej intersujace. Jest tu tyle skrajnosci, idiotyzmu, ale tym samym mozesz spotkac tu niesamowitych ludzi, ktorzy patrza na wszystko w troche inny sposob.

Jesli chodzi o kontynuowanie bloga to bede pisac poki bede miala o czym :) Niezainteresowanych naprawde nie zmuszam do czytania. Serdecznie wszystkich pozdrawiam.

PS. Wlasnie jestem w pociagu do Augustowa - przez sesje nie moglam wyjechac z rodzicami wczoraj, wiec dojezdzam dzis.

***

Widze, ze dyskusja o bagazach zaczyna sie zaostrzac, wiec wyjasnie - mowa jest o bagazu podrecznym, na ktory zwykle nie ma zadnych wozkow - wozki sa dostepne na normalny bagaz i oczywiscie, ze nie targalam moich dwoch ogromnych walizek tylko wrzucilam je na wozek! Druga sprawa jest taka, ze samolot wyladowal o 9:20, a nawet chyba 25 po, a samolot do Polski odlatywal o 9:35. Musialam wiec przejsc z terminalu na terminal, a wierzcie mi, ze lotnisko Charles de Gaulle jest jednym z wiekszych i latwo sie na nim zgubic. Na dodatek musialam jeszcze pokazywac moj bilet co najmniej 3 razy i jeszcze raz przejsc przez wykrywacz metali, a czasu mialam niewiele, wiec musialam doslownie biec z dwiema torbami, ktore nie byly takie lekkie, bo nawet jesli istnieja jakiekolwiek wozki dla bagazu podrecznego, ja nawet nie mialam czasu ich szukac... I koniec dyskusji ;)


8 komentarze:

Anonimowy pisze...

Rozwiazanie jest proste, wracaj do Stanow.

Anonimowy pisze...

nie sądzisz, że jeśli znowu wyjedziesz do stanów będziesz przeżywała to samo? ja znam trochę to uczucie, bo mieszkałam kiedyś przez miesiąc u obcej rodziny i JUŻ pod koniec odczuwałam tęsknotę i nie mogłam się doczekać przyjazdu. a co dopiero po 10 miesiącach. masakra. śledziłam twój blog od początku, zaczynałam tak naprawdę od niego dzień, bo mam go w 10 ulubionych stron:) pozdrawiam!!!

Ania pisze...

Wg mnie - wszedzie dobrze gdzie nas nie ma :)

Anonimowy pisze...

mam dziwne pytanie-duzo przytylas na tym wyjezdzie? tak mniej wiecej?
ja wyjezdzam 23sierpnia teraz na rok na wymiane tak jak ty (tyle ze nie mam jeszcze placement.. .)i najbardziej boje sie przytyc.. moja waga juz jest za duza (170 wzrotu 78kg..:/) i boje sie ze ze stanow wroce z waga 90...
jaka jest szansa ze nie przytyje? Tobie sie to udalo czy nie?
PS. swietny blog, rozwial wiele moich obaw ;]
pozdrawiam,
Magda

Anonimowy pisze...

ja juz zchudlem 3 kg, dobijajac do 50kg. rowiez mam 170 cm :)

Anonimowy pisze...

Magdo,
takie samo pytanie zadałam kilka notek temu i dostałam na nie bardzo wyczerpującą odpowiedź. chyba nie czytałaś bloga zbyt dokładnie.
Paulina

Anonimowy pisze...

Paulina- dzieki, poszukam w takim razie :) bloga zaczęłam czytać jakieś 4-5 dni temu i narazie jestem na notatce gdzie opisane sa pierwsze wrazenia z nowego jorku :)

Paulina pisze...

I jak tam przyzwyczaiłaś się już do malutkiej Polski i drożyzny?;)