czwartek, 20 sierpnia 2009

Już prawie miesiąc...

Minął już prawie miesiąc odkąd jestem w Polsce.
Porzuciłam stare rozżalenie i przyjęłam postawę 'trzeba korzystać z tego, co się ma'.

Ogółem zasada jest taka - nie ma co narzekać i mieć nadzieję, że Polska się zmieni, bo była jaka była, kiedy wyjeżdżałam i zbytnio się nie zmieniła. Tak ukształtowała ją przeszłość jeszcze sprzed 50, czy 20 lat. Przed Polską jeszcze długa droga i trzeba polubić to, co można tutaj znaleźć, jakoś to wykorzystać.

Nie stanę się osobą pełną goryczy, ponieważ musiałam wrócić do Polski. Sama chciałam tutaj wrócić, sama za czymś tęskniłam i właśnie na nowo odkrywam swoje miasto. Nie będę ciągle narzekać, jak to jest tutaj beznadziejnie, bo jaki jest sens? Będę tylko zanudzać moich znajomych, aż w końcu ich do siebie zniechęcę. Na swoim blogu mogę sobie ponarzekać, bo robię to raz i wyrzucam to z siebie. :)

Patrzę teraz na wszystko z większej perspektywy. Faktycznie, muszę wrócić do polskiego liceum na 2 lata, ale to coś, co muszę zrobić. Tym razem nie ustawiam sobie poprzeczki tak wysoko - to był mój problem w pierwszej klasie liceum. Przez całą edukację zbierałam czerwone paski i myślałam, że będzie identycznie w liceum, ale się rozczarowałam, co pociągnęło za sobą jeszcze gorsze konsekwencje. Teraz będzie to, co będzie. Nie będę się zadręczać ocenami, bo dla mnie głównym celem jest przecież matura, do której i tak musimy się sami przygotowywać. Więc nie szkoła, ale matura będzie u mnie na pierwszym miejscu. Gdybym nie musiała ukończyć liceum, aby zdać maturę, to już bym to zrobiła ;)
A potem zajmę się tym, co kocham - fotografią.
I jak już wspomniałam wcześniej właśnie to mnie wyciągnęło z rozgoryczenia Białymstokiem, bo tak naprawdę jest tutaj tyle niesamowitych miejsc, które powoli znikają, a na ich miejscu stawia się wieżowce, bloki, galerie handlowe... Trzeba te miejsca uwiecznić, póki mamy jeszcze czas :)

Być może, czasem będę jeszcze pisać, dawać wam znać, czy żyję, co robię. Może opiszę moje wrażenia z polskim liceum? ;)

A tymczasem zapraszam do obejrzenia mojego portfolio: www.majajaworska.maxmodels.pl


3 komentarze:

Ania pisze...

Mysle, ze wszystko zalezy od miasta.
Ja np. kocham Krakow i nie zamienilabym go na jakas malutka miejscowosc w stanach, w ktorej nic nie ma i w ktorej panuje ignorancja Amerykanow. Kocham Krakow, ktory stanal w miejscu, ale wciaz mimo wszystko jest inteligencki i nastrojowy, wszedzie sa slady barwnej historii =)

Anonimowy pisze...

No fajnie,odzywaj sie częściej!:)
A na tych fotkach z maxmodels to Cie nie poznałam! :)
Gdzie bylas na sesji?i w ogole jak to sie stalo?:)Pozdrawiam serdecznie!:)

magda ;) pisze...

wiem, że to głupie, ale przeczytałam dzisiaj dokładnie całe twoje archiwum i czuję się jakbym sama przeżyła jakąś przygodę ;). kurcze dziewczyno zazdroszcze :). u mnie przedewszystkim język i cena jest barierą. Co do języka to niby umiem na poziomie wyższym niż w szkole uczyli [testy gimnazjalne z ang. 48/50pkt] ale wiem, że nie poradziłabym sobie. nie ma mowy. niestety. a pozatym pieniądze!. powiem, że żyje 'powyżej przeciętnej' byłam m.in. w Londynie, czy Paryżu, ale i tak nie miałabym czelności zaproponować rodzicą 'wymiany'. 20tys PLN? oj. to chyba dużo za dużo. :(. stany są od zawsze moim marzeniem. ale niestety, spełnie je dopiero jak będę dorosła. sorry, że tak się o sobie rozpisałam, ale chciałam się wyżalić i powiedzieć, że masz naprawdę wielkie szczęście, że Ci się udało ;). Życzę wszystkiego najlepszego w życiu, oraz studiowania w US ;). Może kiedyś spotkamy się w NYC ;). pozdrawiam :*